Moja rytyna pielęgnacyjna

Nic nie poradzę na to, że lubię kosmetyki. Z jednej strony jestem minimalistką, bo nie mam w szafce zbędnych produktów i zawsze staram się wszystko kończyć do ostatniej kropli. Z drugiej jednak, jeśli przyznam się, że używam 10 kosmetyków w ciągu dnia na samą twarz, to z minimalizmem nic wspólnego to nie ma. Ale tak już mam, po prostu lubię się smarować. Może to wynika też z tego, że lubię pielęgnację warstwową, a raczej moja skóra taką lubi. Skóra na twarzy jest codziennie inna, raz lubi więcej warstw a innym razem zadowoli się dwoma. To jest związane z cyklem kobiecym, z dietą, z czynnikami zewnętrznymi czy stresem i samopoczuciem. Wszystko ma znaczenie, a ja lubię kiedy moja skóra jest nawilżona, miękka i komfortowo się czuje. Kosmetyki dobieram według różnych kryteriów, często testuję nowości ze swojego sklepu, ale też mam kilka faworytów do których zawsze wracam. Zasadę mam też taką, że używam tylko produkty ze swojej oferty, chyba że coś sprawdzam zanim wprowadzę. Dobrze się z tym czuje i moja skóra i ja. Zatem po kolei…

Do wieczornego oczyszczania mam obecnie cztery produkty, produkt z enzymami Allies of Skin, piankę lipidową Nuori, oczyszczający produkt Tata Harper który złuszcza mechanicznie i enzymatycznie oraz peeling mechaniczny Susanne Kaufmann. Lubię peelingi, raz że wygładzają skórę a dwa to bardzo dobrze wpływają na jędrność skóry. Doceniłam to po czterdziestce, codzienne mechaniczne ale delikatne tarcie powoduję, że skóra robi się jędrniejsza. Oczywiście czasami z lenistwa opuszczam ten etap, ale szybko wracam, bo różnica jest  zauważalna. „Namaszczanie” wieczorne zaczynam od toniku, obecnie mam Nuori oraz kolejno na wilgotna skórę nakładam, serum z kwasem hialuronowym Susanne Kaufmann oraz kremu z retinolem Allies of Skin. Co kilka dni nakładam moje ulubione produkty z linii Ultra Radiance, serum i krem. Działają mocno odżywczo i łagodząco. Rano nie myję skóry, po prysznicu pryskam tonikiem twarz i dekolt i nakładam różne warianty. W weekend najczęściej olejek Less lub dzienny krem Susanne Kaufman, innym razem serum z witaminą C Alkenie, które testuję oraz krem nocny Ultra Radiance. Ten krem nocny lubię zimą nakładać na dzień, wtedy skóra nie wysycha mi w ciągu dnia. Ale, kiedy czuję się zasuszona nakładam na środek twarzy olejek Tata Harper, znika wtedy suchość i poprawia się koloryt. Odkąd używam kosmetyków naturalnych, słabo mi idzie stosowanie kremów na okolicę oczu. Kremy naturalne do twarzy mają tą zaletę, że nie podrażniają oczu, w związku z tym na powieki nakładam to samo co na twarz.  Rzadko się maluję, ale jeśli już to ostatnio nakładam bazę i podkład Piteraq, produkty te są lekkie, nie ma maski na twarzy, nie wysuszają, cera ładnie i naturalnie wygląda. Jeśli puder, to tylko RMS, nie wysusza i nie tworzy maski. Z tej marki lubię tez maskarę i błyszczyk. Pielęgnacja ciała, to moja pięta achillesowa. Żele pod prysznic naturalne Rahua czy Beyond, to moi przyjaciele. Myjąc nimi ciał, nie mam problemu z przesuszeniem, doskonale sprawdzają się też do higieny intymnej. Staram się regularnie szczotkować ciało, a jeśli czymś się smaruje to musi być zapach, oczywiście naturalny. Uwielbiam produkty Aromatherapy Associates do ciała, a moim odkryciem jest masło Ili Ola. Genialny, uniwersalny produkt, można się nim smarować od czubka głowy po pięty. I oczywiście zakochałam się w perfumach Honorine, ale wciąż nie mogę zdecydować się czy Cedr czy Paczula. Od czterech lat nie używam kosmetyków konwencjonalnych do pielęgnacji, zmieniła mi się zupełnie percepcja, co spowodowało,  że  od dwóch lat nie używałam zupełnie perfum. Przeszkadzały mi zapachy. Dopiero Honorine sprawiły, że zatęskniłam za zapachem.

 Anna Grela, Ekspert Holistycznej Pielegnacji Skóry